I po swietach...
Dodane przez OZZY dnia Maj 16 2012 01:54:50

10 maja Metallica zgrała już po raz dziewiąty dla
polskich fanów. Właśnie tego wieczoru można było się
przekonać, że emerytura nie jest im bliska.

(Wejdź dalej)
Treść rozszerzona

W pobliżu lotniska juz od rana można było zauważyć jak powoli zaczynają się zchodzić fani ostrzejszej muzyki (nie jest trudno ich rozpoznać ;]). Jedną z najważniejszych rzeczy, która zadowolała było bezchmurne niebo i szczerze świecące słońce (oczywiście w deszczu też jest zajebiście). Scenę A widać było już z daleka, a jej rozmiar dawał do myślenia, że będzie to niezapomniane widowisko.

Przed piętnastą, z małym opóźnieniem zostały otwarte bramy, a po chwili w kierunku sceny zaczynało kierować się coraz więcej ludzi, aż zmieniło się to w tłumy chcące się jaknajszybciej dostać na teren festwalu, jednakże wszystko odbywało się w bardzo dobrej atmosferze i obyło się bez głośniejszych incydentów.



Słońce kontynuowało "przygrzewanie" czego skutkiem była duża ilość ludzi siedzących pod parasolami przy piwie.


Kilka minut przed szesnastą, na Scenie B swój 20 minutowy kocert zagrał Cinemon - zwycięzca konkursu rozgłośni Antyradio.
Kwadrans po szesnastej można było usłyszeć róznicę nagłośnienia pomiędzy Sceną B, a Sceną A, kiedy gitarzysta GojiryChristian Andreu "szurnął" po przytłumionych strunach, co zamieniło się w krótką reakcję łańcuchową i spowodowało setki rogów uniesionych ku górze. Po chwili zespół wybiegł na scenę, a wokalista Joe Duplantier wykrzyczał:"WARSAW! POLAND!". Francuzi pokazali, że jeśli chodzi o mroczniejsze nurty thrash/death metalu są naprawdę znaczącą grupą i nie "symulują muzyki".



Po Gojirze przyszedł czas na Luxtorpedę, która zaczynając od Hymnu, czyli piosenkę skomponowaną specjalnie dla rugbistów z drużyny "Balian". Można powiedzieć, że Luxtorpeda dała nam solidną dawkę porządnego rocka.



Kiedy Luxtorpeda kończyła swój występ na Scenie A za Marschallami w swoim pióropuszu przemknął Zakk Wylde, co znowu spowodowało taką samą reakcję jak z Gojirą, tylko że na Black Label Society była już liczniejsza publiczność. Po ok. minucie zespół wyszedł na scenę i naprawdę dał czadu.
W czasie koncertu można było podziwiać naprawdę zajebiste i dlugie solówki Zakka, który razem z resztą BLS dali warte obejrzenia widowisko.



Jakieś trzydzieści minut przed osiemnastą przyszedł czas na pionierów polskiego heavy metalu Huntera. Weszli na scenę przekonanie spodziewając się, że publiczność (co było oczywiste) przywita ich bardzo gorąco. Muzycy prezentowali swoje umiejętności i talent udowadniając, że stoją na czele polskich heavymetalowych kapel. Było to naprawdę niezapomniane przeżycie.




Zbliżał się wieczór, a koncert Metalliki zbliżał się wielkimi krokami, jednakże czas był na Machine Head. W ciągu swojego całego koncertu w ogóle nie tracili energii. Miało się świadomość, że gdyby mogli graliby tak 24h. Ich muzyka była doskonałą "rozgrzewką" przed tym co czekało na nas o 21:00 (jeśli chodzi o tych, co przyszli głównie na Metallicę).



Po Machine Head przyszła kolej na nasz Acid Drinkers. Trzeba przyznać, że dali ostro popalić swoim instrumentom. Generowali oni bardzo dużo energii, którą oczywiście zarażali publiczność. Zabawa z "Kwasożłopami" była bardzo udana, jednakże kiedy Titus i przyjaciele zakończyli swój występ do wszystkich dotarło co to oznacza...



...a mianowicie do 21:00 zostało kilka minut, a odcinek pomiędzy Sceną B, a Sceną A zamienił się w młyn, jednak nie trwało to zbyt długo i o 21:00 wszyscy byli już przygotowani. Można było zauważyć, że jakieś 98% miejsca na Bemowie było już zajęte.
Większość ludzi, którzy byli na miejsach siedzących wstanęli, gdy w głośnikach rozbrzmiało "Ecstasy of a Gold", a puls chyba każdemu gwałtownie podskoczył. Ludzie klaskali w rytm i wyczekiwali twórców Black Albumu. W górę powędrowały aparaty, telefony komórkowe, kamery itp.
Nagle wybiegł Lars. Widać było, że wszyscy byli w siódmym niebie. Ci zaś zaczęli akcentem Kill' Em All i zagrali "Hit the Lights". Refren wykrzykiwali właściwie wszyscy. Było to naprawdę mocne wejście.

Potem przyszedł czas na "Master of Puppets". Bezpośrednio z "Hit" Lars wszedł na cztery i zaczęło się...



Potem nastąpiło mocne uderzenie w ...And Justice for All, czyli"The Hortest Straw" i trzeba przyznać, że ten utwór dawno nie był grany na żywo.
Po AJFA przyszedł czas na RTL. Lars wybił rytm na centrali, który był wspierany klaśnięciami publiczności, a pochwili można było rozpoznać, że to "For Whom the Bell Tolls". Trzeba przyznać, że Robert partie basowe wykonuje tak samo perfekcyjnie jak Cliff.


Po zakończeniu utworu zespół zszedł ze sceny, a w głośnikach rozbrzmiało intro do "Fight Fire Fith Fire". Solidny, speedmetalowy rodzynek z Ride the Lightning
brzmi nadal tak samo wspaniale jak w latach osiemdziesiątych.
Po zakończeniu na telebimach został pokazany krótki film złożony z materiałów, na których widać było nagrywanie Black Albumu, a w tle słychać było rozkręcające się werble w "The Strugle Within". Jak się potem okazało Metallica zagrała "Czarny Album" od tyłu, zaczynając od "The Strugle Within", na "Enter Sandman" kończąc.



W tym czasie usłyszeliśmy, także jedne z najpiękniejszych ballad Metalliki, które znajdują się właśnie na tym kążku, czyli "Nothing Else Matters" i "The Unforgiven".
Po "Dziadku piaskowym" przyszedł czas na żwawszy "Creeping Death", gdzie można było się ogrzać przy efektach pirotechnicznych.
Po fajerwerkach przyszedł czas na efekty laserowe, czyli "One". Był to naprawdę piękny pokaz laserowy, którego nikt z nas nie zapomni. Solówka była poprostu miodzio.
Niestety przyszedł czas na ostatni utwór, czyli "Seek and Destroy", który był już tradycyjnie grany na zamknięcie koncertu.



W czasie wykonywania piosenki ze sceny zostały wypuszczone piłki z logiem Mety. Odbiłały się wszędzie w pobliżu pierwszych rzędów.



Po chucznym zakończeniu Metallica jeszcze długo przebywała na scenie rzucając pałki, kostki itp. Na Bemowie dziadki z San Francisco pokazali, że tak naprawdę to w środku nigdy się nie zestarzeją, a ogień płonący w nich od samego początku jeszcze nie zgasł.



Źródło zdjęć: Facebook